Tag: przemoc

Przemoc kontra życzliwość

Przemoc kontra życzliwość

  Jeden człowiek uczynił wiele zła, teraz wszystkie media będą się tym zajmować. Nie pozwólmy na to, by ludzie oddalili się od siebie pod wpływem przerażenia, by wyzwoliła się w społeczeństwie nieufność. Setki tysięcy, miliony ludzi nie posunęły się do morderstwa, by wyrazić swoje niezadowolenie, 

Bierna agresja-zakamuflowana złość, która nie zostawia przestrzeni na odmowę

Bierna agresja-zakamuflowana złość, która nie zostawia przestrzeni na odmowę

Bierna agresja boli nie mniej, niż agresja wyrażana wprost. Czasem ciało nas informuje, że w towarzystwie danej osoby czujemy się nieswojo, odarci z godności, ale nie zawsze potrafimy wskazać przyczynę. Skoro ktoś nie wyraża wprost swoich potrzeb, trudno rozwiązać problem w sposób konstruktywny. Bierna agresja-jak 

Dzieci wyszydzane w domu będą wyzywać inne dzieci

Dzieci wyszydzane w domu będą wyzywać inne dzieci

Z dr Elżbietą Zubrzycką, psychologiem, autorką programu „Bezpieczne dziecko” rozmawiamy o przemocy wśród dzieci w szkole.

Radek Rakowski: W czasie naszej poprzedniej rozmowy mówiła pani o tym, że dzieci w kontaktach z rówieśnikami posługują się wzorcami zachowań wyniesionymi z domu. Czy można ten model domowej przemocy w szkole jakoś zmienić?

Dr Elżbieta Zubrzycka: Musimy pamiętać o tym, że w domu mamy do czynienia z różnymi rodzajami przemocy: „ma być tak jak ja chcę, koniec dyskusji, a jak nie to w ucho, albo jak nie to jesteś głupi, trzeba ciebie wyśmiać, albo zaprowadzić do psychiatry bo jesteś nienormalny”. Trudno dzieci przyzwyczajone do takiej komunikacji kilkoma krótkimi definicjami wyprowadzić z modelu porozumiewania się. One w tym wzrosły i dla nich jest to naturalne jak powietrze. Jednak można rozszerzać asortyment zachować o nowe zachowania. Być może one im się spodobają. 

Myślę, że w klasie jest większość dzieci takich, które tak naprawdę nie bardzo wiedzą jak się mają zachować. Podporządkują się grupie, najsilniejszemu. Jeśli będziemy je uczyli o prawidłowych wzorcach zachowań, to one szybko tworzą coraz większą siłę i grupę w klasie. Taka grupa jest przeciwna przemocy, rozpoznaje negatywne zachowania, jest w stanie powiedzieć „przekraczasz granicę, przyzwoity człowiek tak się nie zachowuje”. Albo też „nie zgadzam się, żeby mnie tak traktowano, ja protestuję”. Chcemy dzieciom dać też język, który będzie pokazywał temu, który się zachowuje niewłaściwie, że tak jego zachowanie jest odbierane. Ale do tego potrzebna jest definicja, żeby i dziecko wiedziało, kiedy ten drugi  przekroczył granice zabawy i wszedł na poziom zachowań niedopuszczalnych. 

I to właśnie nauczyciele mogą przekazać dzieciom za pomocą książek z programu „Bezpieczne dziecko”?

W tych książkach dajemy dzieciom bardzo proste zasady, które dziecko może przyjąć, nauczyciel może z dzieckiem omówić i znaleźć z nim wspólny język, platformę porozumienia na poziomie „jesteśmy przyzwoitymi ludźmi, którzy siebie szanują nawzajem, chcą mieć poczucie wewnętrznej godności i nie pozwolą na to, żeby ktoś im to psuł”. 

Jednak bardzo często mamy do czynienia z klasami, które są zdominowane przez przemoc i negatywne zachowania…

W takiej klasie jakość życia jest fatalna. Właściwie dzieci starają się głównie uniknąć przykrości – wyśmiania, wyszydzania, wyzwania, pobicia. Nie ma atmosfery do nauki. Tymczasem szkoła powinna być dla dziecka czasem szczęśliwym. A w takiej szkole dziecko nie jest szczęśliwe, one głównie unika przykrości.

Zadaniem nauczyciela jest także pokazanie, że osoba stosująca przemoc niszczy  jakość ich życia. Z miejsca, które mogłoby być fajnym, miłym miejscem spotkań, do którego się idzie z radością, szkoła staje się miejscem, do którego nie chce się iść, kluczy bocznymi uliczkami, ma bóle brzucha albo głowy, a nawet wymioty ze strachu, co go dzisiaj w szkole spotka. 

Dzieci to rozumieją, tylko trzeba im pokazać ten mechanizm przemocy, że on jest oparty na milczeniu, na sekrecie, na lęku, zastraszaniu i na tym, że większość się na to zgadza. Jak one to zrozumieją i zobaczą, że większość się tak naprawdę na to nie zgadza, tylko nic nie robi – wtedy zobaczą, że jest ich większość, że mają większą siłę niż ci, którzy wprowadzają przemoc. I role się odwrócą. Osoby przemocowe staną się słabsze. Ale to trzeba nazwać, to trzeba zdefiniować.

Cały czas mówimy o tym, co można zrobić w szkole, jak nauczyciel powinien przekazywać przeciwdziałające przemocy treści. A co z rodziną? Opisane przez panią objawy psychosomatyczne mogą świadczyć, że w szkole jest już bardzo źle. Czy rodzice mogą problemy dzieci zdiagnozować wcześniej?
Pierwsze symptomy są trudne. Dzieci co chwilę zmieniają nastrój – raz jest wesoło, raz jest smutno, z kimś się pokłóci, a za chwilę się z nim bawi. U małych dzieci ta zmiana uczuć jest bardzo szybka. Mamy kłopot z oddzieleniem tego, co dziecko mówi – nawet nieświadomie manipulując nami, na przykład lubi przychodzić i opowiadać mamusi o złych rzeczach, bo mamusia się wtedy lituje, bierze na kolana, całuje, ściska, mówi „zrobię ci kakao z pianką”. Super jest opowiadać o złych rzeczach – po co opowiadać o dobrych, skoro nic z tego nie wynika. Dziecko samo już segreguje informacje które serwuje rodzicom. I potem my nie wiemy, czy to dziecko przesadza, czy jest po prostu jedenastolatkiem, a one generalnie narzekają – taki okres w życiu człowieka. Nie wiemy, czy to wynika z tego, że on teraz tak patrzy na świat, czy chce sobie coś załatwić w rodzinie, czy też naprawdę w tej klasie źle się dzieje. 

I dlatego tak często podważamy to, co dzieci mówią, mamy pewną nieufność, zwłaszcza gdy dzieci są w takim wieku, że dopiero co wyszły ze świata wyobraźni, w którym latały w kosmos, na miotłach, były rycerzami. Ich świat wyobraźni mieszał się ze światem rzeczywistym i nie było wiadomo, z którym z tych światów rozmawiamy – z wyobrażonym, czy też rzeczywistym. Teraz wchodzą w inny świat, ale my mamy takie ograniczone zaufanie do dziecka.

Tymczasem za każdym razem kiedy spostrzegamy, że coś z tą szkołą dzieje się niedobrego powinniśmy bardzo uważnie zrobić wywiad dookoła – co na to inne dzieci, co nauczyciele, poobserwować, jakie dziecko wychodzi ze szkoły, a może pójść pod szkołę i poobserwować,  jak się w czasie dużej przerwy bawi. Czy ono się świetnie bawi, a potem tylko pamięta, że mu Kasia zabrała piłkę i przez tydzień się na ten temat żali. Żebyśmy zdobyli takie obiektywne dane. Bo jeżeli coś się w klasie naprawdę złego dzieje, to trzeba natychmiast w to ingerować. Nie ma powodu, żeby nasze dziecko było niszczone przez inne dzieci tylko dlatego, że tamte dzieci są niszczone u siebie w domu i wobec tego przenoszą to na zewnątrz. Może trzeba zmienić klasę, może trzeba jakoś rozmawiać z nauczycielami. Jest to trudne.

Czy rozmowa z innymi rodzicami w czymś pomoże?

Na 100 proc., no dobrze – 99,5 rodzice będą bronić swojego dziecka. Jest niezwykle rzadką rzeczą, żeby rodzice dziecka, które utrudnia życie wszystkim dookoła, stanęli po stronie grupy i zaczęli oddziaływać na swoje dziecko w kierunku zahamowania tych zachowań. Po pierwsze musieliby zaprzeczyć temu, co sami w domu robią. Jeżeli nasze dziecko wyzywa inne dzieci, to prawdopodobnie w domu też jest wyzywane. Jeżeli wyszydza inne dzieci, to w domu pewnie też słyszy „głupi jesteś, z choinki się urwałeś”. Rodzice mówią straszne rzeczy do swoich dzieci, takie bez szacunku. Oni nie wesprą szkoły w tym, aby zmienić zachowanie tego dziecka.  Można oddziaływać na terenie klasy starając się pokazywać mu, że można bardzo dobrze funkcjonować w klasie jak się jest pozytywnym, ma dodatkowe zajęcia, dobrze się z nich wywiązuje i uczyć go zachowań pełnych szacunku. Tylko że nauczyciel nie ma na to czasu. Ma program i papierki do wypełnienia, a nie zajmowanie się indywidualnym wychowywaniem tych dzieci. 

Sporo ludzi wspomina też o coraz częściej występującej przemocy w przedszkolach…

Myślę, że zaprzepaszczamy ten okres. Tam też jest wprawdzie jeden wychowawca na mnóstwo dzieci, które bez przerwy sobie coś zabierają, wydzierają, na czymś siadają, albo sobie psują – więc trudno oczekiwać, że ten nauczyciel będzie miał czas. Ale z drugiej strony to jest już ten wiek, kiedy można ingerować, tłumaczyć dzieciom. One są chłonne jak gąbka. W okresie 6-7 lat to, co pani powiedziała, jest najważniejsze i rodzice nie mają nic do powiedzenia. Jak pudełko z kredkami było żółte, to nie można kupić niebieskiego – bo to niedobre, pani kazała inne. W tym czasie jeżeli nauczyciel przekazuje dzieciom pewne wartości, tłumaczy, wyjaśnia, to one są nastawione na wchłonięcie tego wszystkiego co mówi. To bardzo ważny okres, jeżeli chcemy rozszerzać umiejętności zachowań dziecka. Ono wchłonie, zachowa te wartości, jeżeli kocha tego nauczyciela to bardzo szybko stanie się jego wartościami. I one zostają, bo one się utrwalają, gdzieś w literaturze, w części filmów, w bajkach – te dobre wartości występują. Więc jeśli  te dziecko raz zrozumiało, ktoś mu to zdefiniował – to ma szansę to utrwalić. 

Czyli po prostu najważniejszy jest ten pozytywny wzorzec umiejętnie przedstawiany od najmłodszych lat?

Świat pokazuje też dobre cechy. Wszyscy się wzruszamy strażakiem, który rzucił się między kry, żeby komuś pomóc, czyli jednak cenimy i szanujemy dobre zachowania u ludzi. Aczkolwiek w międzyczasie usłyszymy 26 informacji, że ktoś kogoś zamordował i w jaki sposób. Ale dziecko ma wybór, ma możliwość usłyszenia też dobrych rzeczy, tylko przede wszystkim musimy mu to zdefiniować i nazwać. Nie zostawiać tego dziecku do wyczucia, bo ono samo nie może nic wyczuć.

źródło:http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/dzieci-wyszydzane-w-domu-beda-wyzywac-inne-dzieci,2909240,art,t,id,tm.html
Dzieci nie są złe, one po prostu nie wiedzą

Dzieci nie są złe, one po prostu nie wiedzą

Skala przemocy, z jaką wśród młodych ludzi mamy do czynienia każe się nam zastanowić, gdzie tkwi przyczyna…

SŁUP SOLI. Jak powstrzymać szkolnych dręczycieli

SŁUP SOLI. Jak powstrzymać szkolnych dręczycieli

    Dręczenie dzieci przez dzieci staje się coraz powszechniejszym zjawiskiem. SŁUP SOLI i ŚMIERDZĄCY SER to dwie książki uzupełniające się nawzajem, pokazują ten problem przemocy z dwóch perspektyw: ofiary dręczenia i biernych obserwatorów. Słup soli uświadamia dzieciom, że ich milczenie i bierna postawa wspiera szkolnych 

NIE LUBIĘ ŁASKOTEK I MAM DO TEGO PRAWO

NIE LUBIĘ ŁASKOTEK I MAM DO TEGO PRAWO

Elżbieta Zubrzycka, psycholog, w swoich książkach tłumaczy dzieciom m. in., jak być asertywnym.
Jak nie dać się klasowemu dręczycielowi, czy pomóc obcemu człowiekowi szukać małego pieska, który urwał się ze smyczy i kiedy powiedzieć stanowcze nie, gdy ktoś nas łaskocze. Na te pytania, przed którymi prędzej czy później stają wszystkie dzieci, w swoich książkach dla najmłodszych czytelników odpowiada trójmiejska psycholog i pisarka Elżbieta Zubrzycka.

Czas wydarzeń: wiosna-lato. Bohaterzy wydarzeń: dzieci i ich rodzice. Miejsce wydarzeń: piaskownica. Jedno z dzieci zawzięcie uderza łopatką w dno odwróconego wiaderka, chcąc wydostać spod niego idealną babkę. Czynność udaje się, ale efektów nie można podziwiać zbyt długo. Kompan z piaskownicy depcze efekt pracy kolegi. Ktoś rozpycha się na drabinkach, jeden drugiego nie chce wpuścić na huśtawkę, ktoś następny bije kolegę łopatką po głowie. Najczęstsze dialogi odbywające się pomiędzy rodzicami, a dziećmi: – „nie pozwól innym wejść sobie na głowę”. – „bij, to inni nie będą bili ciebie”. – „pchaj się, bo dla wszystkich na pewno nie wystarczy”. – „ale z ciebie ciapa, nie umiesz wejść na drabinkę”. Najrzadziej można usłyszeć: – „ustąp miejsca koledze, huśtajcie się po kolei” albo – „podziel się foremkami”.

– Kiedy mówi się o przemocy pomiędzy dziećmi, pojawia się pytanie: dlaczego dzieci to robią? Dlaczego niektóre dręczą słabszych? Dlaczego ofiary przemocy nie potrafią się obronić? Dlaczego obserwatorzy zgadzają się na przemoc, która im się nie podoba? – pyta Elżbieta Zubrzycka, trójmiejska psycholog i autorka książek dla dzieci. – Coraz częściej dzieci krzywdzą dzieci. Do życia codziennego zostaje przeniesiona brutalność pokazywana w filmach, grach komputerowych, a przede wszystkim w codziennych wiadomościach. W tych warunkach wychowanie staje się coraz trudniejszym wyzwaniem. Jeszcze bardziej, jeśli rodzice odwołują się do bycia uczciwym i porządnym, uważnym na ludzi. Ten system wartości wydaje się mało praktyczny i atrakcyjny, a trzymanie się go wymaga sporego wysiłku.

powiedz komuśPojęcie szacunku trudno zrozumieć siedmiolatkowi. Dlatego Elżbieta Zubrzycka do najmłodszych dociera poprzez swoje książki. W „Powiedz komuś” na konkretnych przykładach wyjaśnia, czego robić nie wolno nie tylko dziecku, ale również dorosłemu. Uczy rozpoznawać krzywdzące zachowania. W książeczce „Czy mogę pogłaskać psa” przekazuje zasady ograniczonego zaufania wobec obcych ludzi i zwierząt.

– Dzieci wychowywane w atmosferze bezpieczeństwa są otwarte i pełne zaufania do dorosłych, których w naturalny sposób traktują jako swoich sprzymierzeńców – uważa psycholog. – Konieczne jest przekazanie im zasady ograniczonego

Czy mogę pogłaskać psa?

 zaufania do obcych. Można to zrobić metaforycznie na przykładzie ukochanych zwierzątek: nie oceniaj na podstawie wyglądu, poznaj, zanim zaufasz, zapytaj właściciela, czy możesz pogłaskać jego psa, bez jego zgody nie dotykaj. Podobnie uczymy dziecko, że nie wszyscy dorośli są godni zaufania. Nie wolno oddalać się z obcym ani pomagać, dopóki mama lub tata nie pozwolą.

nie lubię łaskotekDlaczego nasza córka chowa się pod łóżkiem, kiedy odwiedza nas ciocia Zosia? Dlaczego ucieka, kiedy ściskamy ją przy koleżankach? Niektóre pozycje, chociaż skierowane do dzieci, z powodzeniem pełnią rolę edukacyjną także dla rodziców. Takim przykładem jest książeczka Marcie Abbot przetłumaczona przez dr Zubrzycką: „Nie lubię łaskotek”

– Dziecko nie potrafi ocenić, kiedy ma prawo protestować przeciw zachowaniom, które sprawiają mu przykrość – twierdzi Zubrzycka. – A takim może być łaskotanie, szczypanie, przytulanie do spoconego ciała, silne podrzucanie, całowanie wysmarowanymi kremem i szminką ustami, z nieświeżym oddechem. Na przykładzie niewinnych łaskotek dziecko uczy się, że jego ciało należy do niego, ono decyduje o tym co się z nim dzieje i najważniejsze: jeśli mówi dorosłemu dosyć, przestań, a dorosły nie przestaje, powinno natychmiast zwrócić się po pomoc. Dorosły powinien usłyszeć dziecko i zmienić swoje postępowanie.

Czy książka może być dobrym sposobem na pomoc dziecku? Tak, szczególnie, jeśli opowiada o sytuacjach, z którymi nasza pociecha styka się na co dzień.

– Książka „Dręczyciel w klasie” szczegółowo opisuje podstawową wiedzę dręczyciel w klasietym, kim są: dręczyciel, ofiara i bierni obserwatorzy, na czym polega mechanizm przemocy i co może zrobić szkoła, aby powstrzymać przemoc wśród dzieci – tłumaczy Zubrzycka. – Nauczyciele swoją biernością wspierają rozwój grupowego mechanizmu przemocy i zmowy milczenia, w efekcie bywają bezradni i boją się swoich uczniów. Dzieci utwierdzają się w przekonaniu, że dorośli akceptują przemoc, bo powiadomieni o niej, nie reagują. Pomiędzy uczniami powstaje zmowa milczenia. Bezkarni dręczyciele przejmują władzę nad grupą, okazali się silniejsi od dorosłych i trzeba się ich bać. Dorośli tracą autorytet i władzę. Dowiadują się o tym, kiedy dzieci założą im kosz na głowę. Czy można z tego wybrnąć?

Dlatego zdaniem Zubrzyckiej na początek warto zadać sobie pytanie: jak sami zachowujemy się wobec naszych dzieci? Czy traktujemy je jak dar, skarb wypożyczony nam przez dobry los na kilkanaście lat, czy też przenosimy na nie swoje żale, wyżywamy się na nich w złości?

– Bądźmy ze sobą szczerzy, czy dzieci po kontakcie z nami czują się wartościowe i ważne, czy też czują się gorzej niż przedtem – uważa Zubrzycka. – Czy w naszej rodzinie pozwalamy sobie na to, żeby dzieci wyzywać, wyśmiewać się z nich, szydzić, obwiniać, wylewać na nie swoją złość? Jak traktujemy siebie nawzajem? Jest taka generalna zasada, że biją dzieci bite, wyzywają, wyzywane, wyśmiewają się wyśmiewane. Jeśli sami byliśmy traktowani w ten sposób, i cierpieliśmy, to jednak przyswoiliśmy taki sposób zachowania i teraz sami dręczymy nasze dzieci. Może warto czasem pomyśleć nad tym, co lubimy u swojego dziecka, podziękować mu, kiedy pozmywa naczynia, nie rzuci tornistra na środek przedpokoju lub odrobi lekcje? Chwalmy nasze dzieci, chwalmy siebie po cichu, a łatwiej nam wszystkim będzie lubić i siebie samych, i naszych najbliższych.

Izabela Małkowska
i.malkowska@trojmiasto.pl

Źródło: trojmiasto.pl

Dręczyciel w klasie

Dręczyciel w klasie

Książka porusza temat przemocy dzieci wobec dzieci. Wyjaśnia mechanizm grupowej zmowy milczenia, który prowadzi do chronienia dręczyciela przez klasę. Mechanizm ten powoduje, ze dorośli stają się bezradni i zaklęty krąg niemocy się zamyka. Dzieci czują się osamotnione i zależne od dręczyciela. On sam nie ponosi