Autorka książek dla dzieci i dorosłych

Koronawirus „ukradł” nam święta? Wiele osób doceni spokój i bliskość. Rozmowa z psychologiem Elżbietą Zubrzycką

Zapętlamy się w kieracie ciągłego myślenia o jednym i tym samym. Dlatego trzeba zmusić się do wyjścia z tego stanu. Zająć umysł czymś innym, zacząć myśleć dobrymi słowami – mówi psycholog Elżbieta Zubrzycka.

Koronawirus nie tylko „ukradł” nam święta, ale jeszcze skazał na lęki i samotność w tym czasie. Jak żyć pani psycholog?
Koronawirus rzeczywiście zmienił sposób, w jaki będziemy te święta spędzać. Ale to nie jest tylko zła zmiana. Są też dobre strony tej sytuacji…

To znaczy?
Wiele osób doceni nowość – spokój. Szczególnie ci, którzy nie muszą zdalnie pracować i których życie nie zostało wywrócone do góry nogami. Należę do tej grupy. I przyznam, że od czasu… kiedy poszłam do przedszkola, nie miałam w sobie takiego luzu jak teraz. Budzę się rano bez pośpiechu… Poza tym ludzie w rodzinach zbliżają się do siebie, odnawiają znajomości i przyjaźnie.

Albo też się oddalają.
Tak również się dzieje. Niekiedy zmuszani do bliskości, odskakujemy od siebie. Odebrano nam ścieżki obchodzenia się dookoła. Pewnie będzie przez to więcej rozwodów. Kiedyś terapeuci skonfliktowanym małżonkom proponowali jako terapię: jedźcie na wspólne wakacje. I albo potem małżonkowie wracali razem, wzmocnieni, albo już osobno.

Wiele rodzin „demolują” teraz lęki nie tylko o zdrowie, ale o pracę, pieniądze.
Koronawirus jest powodem dużego napięcia i drażliwości, które nasilają konflikty, także te wynikające z wymuszonej bliskości na małej przestrzeni. Jednak wspólne przebywanie może też pozwolić lepiej się poznać, zbliżyć, dowiedzieć czegoś więcej o sobie. O ile mniej mówimy, a więcej słuchamy.

Czy można w sobie uruchomić pozytywne myślenie, które przesłoni te nasze lęki?
Mówi się, że w człowieku mieszkają dwa zwierzaki – jeden to lęk, a drugi to radość. Który zwierzak w nas jest większy i silniejszy? Ten, którego karmimy.

To od nas w dużym stopniu zależy, czy będziemy szukać negatywnych informacji i karmić tego swojego zwierza pełnego strachu, czy też wyszukiwać dobre informacje, karmiąc w sobie wiarę, zaufanie i optymizm życiowy. To czas, który wymaga wzięcia sprawy w swoje ręce.

Jak to zrobić?
Wiele osób ogarnia pewien paraliż, ponieważ jesteśmy bombardowani złymi wiadomościami. Jest ich tak dużo, że aż stają się niewiarygodne. Zarazem trudno się od nich oderwać. 

Uzależniliśmy się od szukania informacji o koronawirusie.
Bo tak pracuje nasz umysł – chce więcej tego samego. W lęku szukamy informacji, mając złudne poczucie, że w ten sposób będziemy mieć sytuację pod kontrolą. Te informacje są złe, niepokój rośnie… Zapętlamy się w kieracie ciągłego myślenia o jednym i tym samym. Dlatego trzeba zmusić się do wyjścia z tego stanu. Zająć umysł czymś innym, zacząć myśleć DOBRYMI SŁOWAMI. O każdej rzeczy można powiedzieć coś złego i dobrego. Wyobraźmy sobie życiorys napisany negatywnymi słowami, np. że coś zepsułem, jestem nieudacznikiem albo pozytywnymi: starałem się, włożyłem dużo wysiłku, byłem cierpliwy, pracowity. Powstają dwa zupełnie inne obrazy człowieka. Tak samo dzieje się z odbiorem rzeczywistości. Wyrwijmy się z negatywnego myślenia.  
 
W jaki sposób?
Zmieńmy nastawienie. W internecie jest mnóstwo wykładów na każdy potrzebny temat: jak być szczęśliwym, wesołym, jak radzić sobie z lękami. Wiele pozytywnych osób mówi dobre i piękne rzeczy o życiu. Warto po takie opowieści sięgać, bo wtedy i my zaczniemy myśleć w inny sposób. Wiem, że zrezygnowanie z negatywizmu wymaga wysiłku.

Pamiętajmy jednak, że dobre myśli wywołują przyjemne uczucia. Na myśli mamy wpływ, to my je wybieramy. Zrobimy coś dla siebie, a także staniemy się milsi dla innych. To się wszystkim opłaci!

Kiedy jest nam ciężko albo się boimy, trudno zabrać się do nauki czegoś nowego.
To prawda, ale odwrócenie uwagi uwalnia od paraliżującego lęku, przynosi ulgę. Narysujmy NAJPIĘKNIEJSZY dzień w życiu, namalujmy wiosnę za oknem, rano zaplanujmy mały DOBRY uczynek dla świata, wieczorem zapiszmy, co DOBREGO wydarzyło się dzisiaj. Zróbmy to, na co zawsze brakowało czasu: śpiewajmy, uczmy się gry na gitarze, powtórzmy 3 słówka z angielskiego…

Oglądajmy POGODNE filmy, słuchajmy WESOŁEJ muzyki, odetnijmy się od narzekaczy. Śmiejmy się! W chwilach, kiedy ogarnia nas fala szczęścia czy radości – postarajmy się przedłużyć to uczucie do 10 sekund, inaczej po 2-3 zniknie. W ten sposób uczymy nasz umysł zauważać dobre i szczęśliwe momenty i na nich się koncentrować. Każdy znajdzie swój sposób odpowiedni dla siebie. Ale zmieńmy coś w naszym życiu.

A jeśli nie możemy pojechać na święta do kogoś bliskiego, z kim jesteśmy bardzo mocno związani?
To zamiast lamentować, pomyślmy raczej, że to jedyne takie święta. Więcej podobnych nie będzie. I że dzięki takiej sytuacji dowiadujemy się, co jest dla nas naprawdę ważne, a co jest nawykiem.
Czy koronawirus przewartościuje nasze życie?
Taką mam nadzieję. Widzimy, jak wiele dobra dzieje się wokół nas. Ile inicjatyw wzajemnej pomocy się pojawiło! Uczymy się liczyć na siebie nawzajem i współpracować.

Doceniamy nareszcie ludzi za ich uczynki: anonimowych pracowników służby zdrowia, którzy dla nas narażają swoje życie. Darczyńców, wolontariuszy, uprzejmość i uśmiech na ulicy. Zaczynamy zauważać, że popularność nie jest taką wartością, jaką dawniej jej przypisywaliśmy. Co wnosi, kiedy źle się dzieje? Naprawdę ważne jest to, co się robi dla innych.

Być może odwrócimy się od mediów pokazujących głównie zło. Przecież doświadczamy tego ludzkiego pospolitego ruszenia, wzajemnej pomocy, solidarności, wspólnoty. Doceniamy bliskość i spokój. Tak, to przewartościowuje życie.  

Materiał oryginalny: Koronawirus „ukradł” nam święta? Wiele osób doceni spokój i bliskość. Rozmowa z psychologiem Elżbietą Zubrzycką – Dziennik Bałtycki


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.