CO ZROBIĆ BY SPĘDZIĆ ŚWIĘTA Z RODZINĄ I PRZETRWAĆ?

Musimy stworzyć nowe sposoby świętowania i obdarowywania się – o świętach z rodziną i o tym jak je przetrwać w zgodzie rozmowa z psycholog Elżbietą Zubrzycką
W tym roku częściej niż kiedyś Polacy, zamiast spędzać święta przy stole z rodziną, wybierają wyjazdy, głównie do ciepłych krajów. Jeśli synek mówi mamusi, że nie będzie go na wigilii, bo jedzie do Kenii na przykład, to jest to ucieczka?

Różne mogą być przyczyny takiej decyzji. Z jednej strony, nie oszukujmy się, nie celebrujemy już świąt tak jak kiedyś. Religijność młodych związana z Bożym Narodzeniem bardzo osłabła. Pozostaje tradycja. Też mniej ważna dla młodych niż ich rodziców. A w tym roku szykuje się nam jeszcze tyle dni wolnego! Wielu zapracowanych ludzi chce wykorzystać sposobność, by się od wszystkiego oderwać. A wyjazd sprawi, że odpoczną lepiej. Wyłączą się po prostu.

Ale święta są nie tylko po to, by odpocząć, ktoś by powiedział.

Święta Bożego Narodzenia mają być przede wszystkim rodzinną uroczystością i wspólną radością, co nie dotyczy oczywiście tych osób, na które zrzuca się całą robotę. Kiedy ktoś wyjeżdża, żeby odpocząć, pojawia się pytanie, na ile chce być z rodziną w tym czasie. Ludzie, którzy mieli w życiu zawsze szczęśliwe święta, nie zdają sobie sprawy, jakie ten czas może budzić upiorne odczucia u niektórych osób. Pamiętam, jak zagadnęłam kiedyś małą dziewczynkę: – Idą święta, cieszysz się? A ona mi na to: – Nie, ja się boję.

Czego się bała?

Dla wielu rodzin wigilia to często awantura, czasem nawet z biciem i uciekaniem z domu. Dzieci z takich rodzin dorastają, tworzą własne domy i być może chciałyby mieć nawet taką prawdziwą wigilię, jak to czasem w filmach się ogląda, ale tkwi w nich uraz, który bardzo trudno przełamać. Znam rodzinę, która niedawno rozstała się ze swoim dręczycielem. Na samą myśl o wigilii dorosłym już dzieciom włosy stają dęba! Na pytanie matki, czy spędzą ten czas razem, odpowiadają: „Na szczęście nie musimy. Odpuśćmy sobie w tym roku”.

Ale nie wszyscy mają takie domy. Są tacy, którzy uciekają z domu na ten czas przed presją. Ktoś napisał w internecie: Od czasu, kiedy wyszłam za mąż, nie lubię świąt. Wieczny problem, do kogo iść na wigilię: do rodziców czy teściów? Ciągłe kłótnie.

Rodzice obu stron bezwzględnie oczekują, że młodzi będą u nich na wigilii. Traktują to jako dowód miłości i szacunku. Obrażają się, kiedy nie spełnia się ich woli. Nie chcą się dzielić. Jeśli jednak młodzi unikają jednej z rodzin, powinno sprowokować to tych rodziców do zadania sobie pytania: Cóż my takiego robimy, że oni nie chcą do nas przyjść, że wybrali tych drugich? Przecież tak się staramy! A może to staranie się jest nadmierne? Wychodzi wszystkim bokiem? Chcecie zrobić cudowną wigilię i wszystkich podporządkować waszej wizji świąt? Tylko że może inni tego nie chcą? I ten nadmiar jedzenia, wokół którego wszystko się kręci.

Jedzenie to czasem jedyny bezpieczny temat przy stole. A przygotowanie jedzenia wpędza w obłęd wiele kobiet!

Po pierwsze, niech kobiety skończą z oczekiwaniami, że się rodzina dobrowolnie włączy do pomocy. Można po prostu zapytać domowników, kto chciałby co zrobić, żeby nie było narzucania, presji. Ustalamy podział prac i terminy ich wykonania, a wtedy gospodyni będzie spokojniejsza i członkowie rodziny również. Najgorsze są niewypowiadane oczekiwania. One wyzwalają złość i pretensje, żal i zmęczenie. Dotyczy to także drugiej strony. Niech ci, którzy nic nie robią, zastanowią się, dlaczego nie chcą uczestniczyć w przygotowaniach. Święta są czasem, kiedy ujawniają się nasze różne trudne cechy. To taki czas linoskoczków, bo my na cienkiej linie tańczymy i łapiemy równowagę pomiędzy zadbaniem o siebie a zadbaniem o potrzeby bliskich. Jak to pogodzić? Jak wyważyć, by wszystkich zadowolić, by się nikt nie obraził? Zarazem nie zapomnieć o sobie. Może rzeczywiście najlepszy jest wyjazd? Choćby i do Kenii?

To, co zrobić, by spędzić te święta z rodziną i przetrwać?

Bądźmy po prostu mili i życzliwi. Współpracujmy. Postarajmy się wybaczyć innym tyle, na ile nas teraz stać. Zadbajmy o wyjątkową atmosferę, mówmy dobre rzeczy, powstrzymajmy się od krytyki, złośliwości, poniżania innych. Niech każdy pokaże się od najlepszej strony i poczuje bijące serca swoich bliskich, wtedy zadry mają szansę prysnąć. Przecież te święta mają taki cel, żebyśmy raz do roku przebili się przez wszystkie pretensje.

Wigilia to w końcu nie jest pole bitwy.

Ale czasem zmuszanie się do bycia razem w ten dzień może uświadomić nam, że już nigdy więcej nie chcemy tego przeżywać. Są w rodzinach osoby, które nie znoszą serdeczności, muszą się awanturować, terroryzować, dominować. My ulegamy, staramy się zrozumieć, wybaczyć, działać według nakazów miłości. Głęboko nieszczęśliwi lub zaburzeni ludzie niszczą najbliższych, pozostawiają w dzieciach urazy, których nie sposób się pozbyć do końca życia. Dlaczego ma tak być? Może czasem trzeba takich ludzi pozostawić samych? Uświadomić im, że jest pewna granica pozwalania sobie na krzywdzące zachowania. Może zreflektują się i wezmą się w garść? Spróbują się zmienić, dla dobra własnego i najbliższych im osób? W końcu jak długo można wybaczać?

Stąd ten „kac” poświąteczny, mimo że nie było kropli alkoholu? Miało być fajnie, cieszyliśmy się na te święta, a wyszło jak zawsze?

Czasem jest też tak, że baliśmy się tych świąt, a było przyjemnie! I, proszę sobie wyobrazić, do następnego roku zapominamy. Przychodzi grudzień i znów boimy się świąt. Niepotrzebnie, znowu jest miło!

Dlaczego?

Wspomnienia o nieprzyjemnych świętach tak bolą, że nie potrafimy uwierzyć, że może być inaczej. Emocjonalne urazy zadane w tak ważny dzień, a szczególnie przez najbliższych nam ludzi, bolą po wielokroć mocniej. Rany nie chcą się zabliźnić, nawet kiedy główny „bohater” lub „bohaterka” są nieobecni. Zaproponujmy więc wszystkim przy stole, by nie rozmawiać o polityce, pieniądzach i wzajemnych pretensjach, ale mówić tylko miłe i wspierające rzeczy.

Żeby było miło – banalne, ale ponoć naprawdę trudno w wielu rodzinach o ten stan.

Każdy nosi w sercu takie miejsce, gdzie chowa się życzliwość i serdeczność. Zamknijmy szufladki ze złością i wrednością, a otwórzmy tamte. Męka. Bo to jest takie uczucie, jakby rycerz przyszedł bez zbroi. Bezbronny i nagi. Przestać dręczyć, poniżać, obśmiewać innych to zdjąć zbroję i pokazać miękki brzuch. Bardzo trudne! Dodajmy, że życzliwe i serdeczne zachowania ujawniają naszą wrażliwość. Znowu jesteśmy w niebezpieczeństwie, że ktoś to wykorzysta i zaatakuje, kiedy się odsłoniliśmy. W większości zasiadamy więc do stołu okuci w zbroję od stóp do głów! Wigilia to dobry czas na porzucenie zbroi, to może być początek nowych rodzinnych stosunków. Bo przecież święta nie polegają na tym, żeby zjeść, tylko na tym, żeby być blisko.

Więc nie frustrujmy się, że czegoś nie zdążymy przygotować?

Ja lubię wyjeżdżać na święta. Często z rodziną spędzaliśmy wigilię poza domem, w schronisku w górach. Może jedzenie było byle jakie, ale mieliśmy czas dla siebie. Cieszyliśmy się niespiesznymi, wspólnymi posiłkami, ciekawymi rozmowami, żartami, budowaniem igloo, zabawą na śniegu i byciem ze sobą.

Ktoś spyta, a co to znaczy?

Jesteśmy razem i podoba nam się to. Na co dzień żyjemy w pędzie, otoczeni światem pełnym złości i zagrożeń. Chcemy się od tego wszystkiego oderwać. Wyjechać. Wtedy trudno nam się spotkać całą rodziną nawet w taki czas jak wigilia. Musimy pogodzić tradycję, rodzinne zobowiązania i nasze potrzeby. Jeśli wykażemy trochę elastyczności i dobrej woli, znajdziemy rozwiązania, które wszystkich usatysfakcjonują. Przecież chodzi przede wszystkim o bliskość i serdeczność, a nie o datę. Może spróbujmy spotkać się w inny dzień, urządźmy wigilię kilka dni wcześniej? Data zobowiązuje, oczywiście, ale chyba bardziej chodzi nam o rodzinę. Jeśli dzieci chcą odpocząć i wyjechać, to wspierajmy ich w tym, cieszmy się ich radością, a nie psujmy wszystkim życia swoim uporem i tradycjonalizmem. Możemy podzielić się opłatkiem przed wyjazdem. Łamanie przyjętych zasad odbieramy często jako osobistą urazę. Jednak niepotrzebnie. Nie warto się napinać i stawiać za wszelką cenę na swoim. Warto, aby obie strony troszkę ustąpiły w taki sposób, żeby potrzeby wszystkich uczestników świąt były w jak największym stopniu zaspokojone. Szkoda wysiłku na kontrolowanie innych pretensjami i obrażaniem się, wywoływaniem poczucia winy lub wchodzenie w rolę ofiary. Lepiej być elastycznym. To jest prawdziwa bliskość.

Najbardziej popularnym prezentem na święta w tym roku ma być gotówka – mówią przeprowadzone niedawno badania. Jak na społeczeństwo konsumpcyjne przystało. Poza rodzinami naprawdę biednymi, z reguły wszyscy wszystko mają. Jak zrobić komuś niespodziankę, kupić coś, czego nie ma? Co najwyżej zaopatrzymy kogoś w drugi egzemplarz, za to nowy… Bo teraz moda nakazuje, aby wszystko było nowe. Odczuwamy już pewien bezsens w ciągłym kupowaniu. Czasem sobie pomyślę: Jakie to były cudowne czasy, gdy mnóstwa rzeczy brakowało i o wiele łatwiej było trafić z prezentem!

Do tego doszło!

A teraz co? Zalewa nas nadmiar wszystkiego, nie ma braków. Jeśli bliscy mają potrzeby, to są to drogie potrzeby, wszystkie tanie zostały już zaspokojone. Więc jeśli damy bliskim gotówkę, to może uzbierają sobie na telewizor, na pralkę, na wyjazd zagranicę, na przykład – i będą szczęśliwi. Ja to nastawienie na gotówkę jakoś rozumiem. Sama najbardziej chciałabym otrzymać prezent „miejsce na półce.” Byłabym przeszczęśliwa. Bo mogłabym sobie coś kupić i miałabym to gdzie postawić. A tak, dom jest wypełniony, i żeby coś kupić, coś innego trzeba by wyrzucić. Nie ma miejsca na rzeczy zbędne.

Męczące.

Świat się bardzo zmienił w ostatnich kilkudziesięciu latach. Obyczaje będą musiały za nim nadążyć. Zamożność wzrosła. Produkty przemysłowe staniały w stosunku do zarobków. Musimy stworzyć nowe sposoby świętowania i obdarowywania się.

Może napisać wiersz albo zrobić konfitury?

Taki osobiście wykonany i dobrany prezent wymaga poświęcenia czasu i włożenia dużego wysiłku. Trudno go docenić, bo jest niewymierny w kosztach. (śmiech). Nikt nie może powiedzieć: Ile na mnie wydał – tak mnie uważa.

To gotówka jeszcze bardziej ryzykowna.

Czasem dajemy ją komuś przed świętami. Niech sobie kupi, co chce, zapakuje i postawi pod choinkę. (śmiech) Nie będzie niespodzianki, ale trafiony prezent – tak. Do użytku dopiero po wigilii. Chyba będziemy musieli wytworzyć nowe obyczaje. Może kiedyś oderwiemy się od tych pieniędzy? Konfitury i wiersze bardzo mi się podobają. Są osobiste, płyną z serca. Może to świętowanie nabierze jeszcze ludzkiego, nie ekonomicznego wymiaru? Część ludzi myśli pieniędzmi, inni natomiast patrzą na świat duchowo. Żeby teraz tylko te dwie natury mogły się jakoś porozumieć i uszczęśliwić. Bardzo trudne. Ale możliwe.

Rozmawiała Gabriela Pewińska

źródło: http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/1073390,co-zrobic-by-spedzic-swieta-z-rodzina-i-przetrwac-rozmowa-z-psycholog-elzbieta-zubrzycka,id,t.html

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.