Małe dzieci, duże problemy.

Małe dzieci, duże problemy.

Małe dzieci, duże problemy. Jak odpowiadać na najtrudniejsze pytania?

Elżbieta Zubrzycka – biolog, psycholog, doktor nauk humanistycznych.
Wykładała na Akademii Medycznej i w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. Pracowała jako terapeutka, m.in. w Poradni Nerwic dla Dzieci w Gdańsku. Doświadczenia zdobyte w pracy pedagoga i terapeuty sprawiły, że w 1990 roku założyła Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, które
wydało już ponad 1000 tytułów. Ona sama jest autorką poradników i książek popularnonaukowych dla dorosłych. Jednak przede wszystkim poświęciła się pisaniu dla dzieci. Jej książki pomagają młodym Czytelnikom poznawać i lepiej rozumieć świat, w którym żyją. Zaangażowana w zapewnianie dzieciom dobrego startu w dorosłe życie, stworzyła program „Bezpieczne dziecko”, mający chronić najmłodszych przed przemocą i wykorzystaniem seksualnym. Na program składają się zarówno jej publikacje, jak i książki napisane przez innych profesjonalistów.
Prywatnie matka trzech dorosłych synów. Świetnie jeździ na nartach, lubi pływanie, spacery i długie wycieczki rowerowe.

– Ani Pani, ani stworzone przez Panią Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne nie zwalniacie tempa. Tylko w październiku ukazały się aż cztery Pani książki. Jak zawsze w przystępnej formie poruszają bardzo trudne tematy.
– Staram się pisać o tematach tabu, o których dorośli często boją się lub nie umieją rozmawiać, a które są obecne w życiu dzieci. Sądzą, że takie sprawy, jak śmierć, strata, lęki przed chorobą, nie dotyczą dzieci, że są one na to jeszcze za małe, że mają czas. Przez wiele lat pracowałam z dziećmi i wychowałam troje swoich. Przychodziły do mnie z pytaniami, które mnie zaskakiwały. Dzieci żyją w wielkich społecznościach, zazwyczaj większych niż otoczenie ich rodziców. Setki uczniów w szkole, nauczyciele, znajomi znajomych. Ciągle komuś umiera kotek, piesek, chomik, fretka… Śmierć zwierzątka to wielkie przeżycie. Do dzieci docierają także informacje o chorobach, wypadkach, a nawet o śmierci osób z najbliższej rodziny kolegów, koleżanek i nauczycieli.
Często tym informacjom towarzyszy sensacja, plotki, niestworzone historie i przesądy. Trzeba je na bieżąco korygować. Inaczej dzieci wierzą, że zmarli budzą się w trumnach i nie mogą się z nich wydostać, że śmierć jest zaraźliwa. Czasem dosłownie rozumieją to, o czym mówimy. Na przykład, jeśli ktoś „odszedł w pokoju”, to potem boją się spać w pokoju, wolałyby w kuchni, bo w kuchni się nie umiera.

– Dwie z Pani ostatnich książek poruszają temat śmierci. Jest to skierowany do dzieci Motylek. Pogodne i optymistyczne opowiadania o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach, a dla dorosłych Trudne pytania. Jak rozmawiać z dzieckiem o stracie, tęsknocie i lękach. Pogodnie i optymistycznie. Dlaczego aż dwie?
– Prędzej czy później każdy rodzic staje przed wyzwaniem udzielenia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, np. Mamo, a co będzie, jak ty umrzesz?
Strata – nie tylko ta wywołana czyjąś śmiercią, ale także znacznie mniej poważna, jak utrata ukochanej zabawki – wywołuje bardzo silne uczucia, z którymi trudno się uporać. Pojawiają się one w pewnej kolejności i jeśli się je zaakceptuje, to prędzej powraca spokój i radość życia. Tej akceptacji trzeba uczyć dzieci od najmłodszych lat.
Obie książki stanowią swego rodzaju komplet. Motylek… to zbiór pogodnych, ciekawych opowiadań, napisanych z humorem, które bardzo wiele dziecko nauczą i pomogą mu się przystosować do różnych trudnych sytuacji. Z kolei Trudne pytania… to pomoc dla rodziców, wychowawców i nauczycieli. Składają się z dwóch części. Jedna zawiera wskazówki, co konkretnie powiedzieć dziecku w różnych sytuacjach. Druga pogłębia wiedzę na tematy, o których zwykle boimy się lub wstydzimy rozmawiać, związane z naszymi przekonaniami dotyczącymi sensu życia, znaczenia śmierci, jej przebiegu, życia po śmierci, choroby, podejmowania decyzji o kontynuowaniu lub zaprzestaniu uciążliwego leczenia. To ważne, aby zawczasu przemyśleć i poukładać sobie w głowie, w co wierzymy, co sądzimy na takie tematy. Wbrew pozorom nie jest to straszne. Przeciwnie, lęk opada, jest nam lżej. Dzięki temu nam samym będzie łatwiej odnaleźć się w takiej sytuacji, a przede wszystkim będziemy potrafili naprawdę wesprzeć dziecko w potrzebie.

– Dwie kolejne październikowe książki Miłość czy chciwość i Mały wielki przyjaciel to propozycje dla dzieci. Jednak nie są to klasyczne bajki, ale raczej historie, które dzieci powinny czytać z rodzicami lub nauczycielami. Opowieści, które mają być przyczynkiem do rozmowy. O czym będziemy rozmawiali z dziećmi po ich lekturze?
– Miłość czy chciwość to pełne humoru opowiadanie o dwóch chłopcach bliźniakach, którym codzienne życie dostarcza wielu przygód i wrażeń. Stają się coraz bardziej samodzielni, odkrywają świat, który budzi ich niepokój.
Okazuje się, że kiedy dziecko w wyobraźni „porzuca” rodzinę i samodzielnie wyrusza w świat, wkrótce zaczyna zbierać skarby. Poczucie bezpieczeństwa wynikające z bliskości zostaje zamienione na poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadania dóbr materialnych. Bardzo złudne niestety. Żeby nie opowiadać całej książki – wniosek jest taki, że ważniejsze (choć obecnie zapomniane) są ufność i bezpieczeństwo, które nosimy w sercu, niż otaczanie się skarbami – one tego nie zastąpią. Dobrze jest wyważyć rolę, jaką odgrywają oba źródła poczucia bezpieczeństwa.
Z kolei Mały wielki przyjaciel. Jak pokochałem zwierzątko, którego nikt nie lubił to z jednej strony opowieść o oswajaniu półdzikiego szczurka, ale z drugiej strony książka ma konkretny cel: nauczyć dzieci, że nikogo nie wolno wyśmiewać i wyzywać. Każdy ma w sobie coś pięknego i wartościowego. Innymi słowy: kto wyzywa, ten po prostu nie zadał sobie trudu, aby lepiej poznać drugiego człowieka. To także pociecha dla wyśmianego, odrzuconego dziecka. Może się poczuć niczym nędzny szczurek, ale teraz wie, że jak on, ma mnóstwo zalet, które w życiu będą się z czasem ujawniały.

– Książki, o których rozmawiałyśmy, to Pani najnowsze publikacje, ale przecież nie jedyne. Na swoim koncie ma Pani 25 książek, niektóre są wybierane przez nauczycieli jako lektury szkolne. Które z wcześniejszych książek są Pani szczególnie bliskie?

– Niektóre są spisanymi wychowawczymi opowieściami, jakie serwowałam mojemu małemu synkowi. Na przykład O zajączku Filipie, który ze strachu dokonał wielkich czynów i druga część Filip i bociany. Z wykształcenia jestem w pierwszej kolejności przyrodnikiem i czasem serce mi gra do takich tematów. Stąd Wielkie przygody małej kropelki wody o krążeniu wody w przyrodzie.
Uwielbiam też bociany i co roku wypatruję ich na wiosnę, a smucę się, kiedy odlatują w sierpniu. Dlatego we wspomnianej książce Filip i bociany zamieściłam mnóstwo fascynujących informacji o tych wspaniałych polskich ptakach. Niektóre książki mają przekazać konkretną wiedzę, na przykład Jak pomyślę, tak zrobię i Po co się złościć. Uczą, w jaki sposób nasze myśli kształtują emocje, a te napędzają zachowania. Oraz kiedy złość ma sens i jest potrzebna, a kiedy można jej uniknąć.

– Porozmawiajmy przez chwilę o programie „Bezpieczne dziecko”. Czemu służy i w jaki sposób realizuje swoje cele?
– Na program składa się 15 książek, napisanych przeze mnie i przez innych specjalistów. Ich wspólnym zadaniem jest nauczenie dzieci, które zachowania są dobre i dopuszczalne, a które już absolutnie nie, bo krzywdzą. Założenie jest takie, że najpierw trzeba nauczyć, a potem wymagać. Zazwyczaj jest odwrotnie: wymagamy, ale dzieci właściwie nie wiedzą, czego. Nie zawsze odpowiednie zasady zostały im wpojone w domu. Teraz dorośli (nauczyciele, wychowawcy) i dzieci mają możliwość nauczenia się wspólnych zasad i wspólnego języka. W takim wypadku wszyscy wiedzą, co wolno, a czego nie i dlaczego. Wielokrotnie słyszałam od nauczycieli, że kiedy w pierwszej klasie omawiają Powiedz komuś, w drugiej Dobre i złe sekrety, a w trzeciej Słup soli, to gołym okiem obserwują mniej agresji na korytarzach. To dla mnie zawsze radosna wiadomość, która nadaje sens temu, co robię.
W ramach programu powstała bardzo ważna dla mnie książka Alkohol i jego tajemnice. Co musisz  wiedzieć, zanim dorośniesz. To niezbędnik każdego dziecka. Alkohol pozostaje wciąż tematem tabu pomimo jego wszechobecności. Martwi też fakt, że jego nadużywanie jest zbyt często akceptowane, szczególnie u osób na eksponowanych stanowiskach, a przecież na tych osobach wzorują się obywatele.

– Co w wychowaniu jest szczególnie ważne dla Pani jako mamy, babci?
– Dzieci mają naturalną ciekawość świata i bardzo lubię z nimi coś poznawać, oglądać, opowiadać im o tym. Są wspaniałymi partnerami. Zachęcam je do rozmawiania w sposób, który doprowadzi do porozumienia. Zachęcam też do cieszenia się małymi sprawami, podziwiania tego, co je otacza, na przykład urody drzew pokrytych liśćmi albo nagich, kiedy można zachwycać się kształtem ich konarów i gałęzi. Chciałabym, żeby wysoko ceniły sobie przyzwoitość, choć to zapomniane i niemodne słowo. Często słyszę, „że się nie opłaca”. A ja myślę, że bardzo się opłaca codziennie patrzeć w lustro ze spokojem i zadowoleniem.

– Zarówno prywatnie, jak i zawodowo jest Pani silnie związana z Trójmiastem. Jak je Pani ocenia w kontekście wychowywania dzieci?
– Ważniejsze niż geografia jest to, jaki przykład dajemy dzieciom, jakimi darzymy je uczuciami, jakimi jesteśmy dla nich przewodnikami. Następnie to, czy dbamy o dobór ludzi, którzy otaczają nasze dziecko, żeby go nie krzywdzili, ale wpływali na jego właściwy rozwój. Ale oczywiście miejsce, gdzie przychodzi nam żyć, ma znaczenie. Moim zdaniem Trójmiasto jest po prostu rajem dla dzieci. Wystarczy dobrze wykorzystać jego możliwości, choćby geograficzne: lasy, pagórki, morze, białe plaże, potoki i jeziora. Gdzie jest drugie takie miejsce na świecie?
Trójmiasto finansuje mnóstwo nieodpłatnych propozycji. Na przykład, czy wiecie, że w każdą sobotę można udać się na spacer, w czasie którego ornitolog opowiada o ptakach i je pokazuje? Chodzą na nie całe rodziny. Nie zawsze rodzice wiedzą, jak skorzystać z oferty miasta, bo w ich dzieciństwie takich propozycji po prostu nie było. Potrzebna jest chyba nie tylko informacja, ale przede wszystkim lepsza zachęta, żeby przełamać nieśmiałość lub wstyd: co ja tam będę robić, czy się nie ośmieszę, w co się ubrać itp. Każdy się boi pierwszego razu, pierwszego spotkania. Liczba klubów, stowarzyszeń, fundacji, najróżniejszych inicjatyw jest zdumiewająca. Każdy znajdzie coś dla siebie: wycieczki, rowery, kluby sportowe, kluby zainteresowań, filmowe, malowanie, śpiewanie, co tylko sobie wymyśli – oferty czekają. Oby jak najwięcej osób zdecydowało się z nich skorzystać. Kochani, przełamcie nieśmiałość, spróbujcie, znajdziecie nowych znajomych i odkryjecie nowe zainteresowania. Warto.

Rozmawiała: Magda Bukowska http://maluchy3miasta.pl,  2016


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.