Dziecko jest matką i ojcem dorosłego człowieka

Dziecko jest matką i ojcem dorosłego człowieka

 

Przyjeżdżam na spotkanie z rodzicami i z dziećmi do małej biblioteki mieszczącej się w środku wsi w ładnym, starym budynku z czerwonej cegły.

Wchodzę do sali, a tu zaskoczenie: wszystkie stoły przykryte wyprasowanymi, haftowanymi serwetkami, a na nich stoją filiżanki i talerzyki pełne kruchych ciasteczek.
Ktoś w tej bibliotece przygotował herbatę i kawę, stworzył miłą domową atmosferę i czeka na gości. Zapewne z prywatnego budżetu…

Kilka osób już kręci się wewnątrz, inni dopiero docierają i mile zdziwieni serdecznym potraktowaniem, zasiadają przy stołach.
Po chwili sala jest już pełna, więc zaczynam swój wykład. Tym razem mówię o marzeniach, o tym, że działają niczym silnik w samochodzie i motywują, napędzają do działania.

Siedząca z przodu kobieta patrzy na mnie uważnie i groźnie. Na jej twarzy maluje się złość. „Oho” – myślę – albo za chwilę, albo po wykładzie wystąpi z pretensjami. Szykuje się ciężka przeprawa, ale jakoś sobie poradzę”. Rzeczywiście, kiedy proza życia zagląda w oczy i codziennie je zatruwa, rozmawianie o marzeniach może być irytujące.
Opowiadam wydarzenia z życia Marka Kamińskiego opisane przeze mnie w książce pt. „Marek, chłopiec, który miał marzenia”. Opieram się także na kilku innych i przywołuję historie ich bohaterów.
Groźna Pani krzyżuje ręce przed sobą i kładzie je na ławce. Duże spracowane dłonie i grube, umięśnione przedramiona widoczne spod rękawów bluzki długości trzy-czwarte. Pewnie całe życie ciężko pracowała w gospodarstwie i na roli, tak jak kobieta na wsi, i jak mężczyzna.
Położyła brodę na rękach i wodzi za mną oczami spod opuszczonego czoła, trochę jakby spode łba, nadal z tą złością wymalowaną na twarzy. Ciągle nic nie mówi.
Docieram do końca wykładu, dziękuję za uwagę i proszę o pytania.
Wtedy sroga słuchaczka podnosi głowę i mówi:

Pani tak pięknie opowiada, niech pani mówi dalej…

Zastanawiam się poruszona, skąd taka groźna maska na twarzy tej rozmarzonej, pełnej ciepła i serdeczności – jak się w dalszej rozmowie okazało – osoby?

Co musiałaś przeżyć, mała dziewczynko, czemu tylko złość wymalowana na dziecięcej buzi zapewniała ci odrobinę bezpieczeństwa i komfortu w otaczającym cię świecie? Przed czym się chroniłaś, udając kogoś innego, niż byłaś?

Jakkolwiek nie potoczyło się życie, jak bardzo by nie dusiło, poczucie wolności i marzenia o czymś więcej nie dały się stłumić.

To dziecko gotowe do radości, podążania za fantazjami i głosem serca wciąż tam jest wewnątrz tej spracowanej, zmęczonej kobiety, wolne i pełne życia.

Wierzę, że pewnego znajdzie swoją drogę i sposób, by pofrunąć.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.