Dzieci wyszydzane w domu będą wyzywać inne dzieci

Z dr Elżbietą Zubrzycką, psychologiem, autorką programu „Bezpieczne dziecko” rozmawiamy o przemocy wśród dzieci w szkole.

Radek Rakowski: W czasie naszej poprzedniej rozmowy mówiła pani o tym, że dzieci w kontaktach z rówieśnikami posługują się wzorcami zachowań wyniesionymi z domu. Czy można ten model domowej przemocy w szkole jakoś zmienić?

Dr Elżbieta Zubrzycka: Musimy pamiętać o tym, że w domu mamy do czynienia z różnymi rodzajami przemocy: „ma być tak jak ja chcę, koniec dyskusji, a jak nie to w ucho, albo jak nie to jesteś głupi, trzeba ciebie wyśmiać, albo zaprowadzić do psychiatry bo jesteś nienormalny”. Trudno dzieci przyzwyczajone do takiej komunikacji kilkoma krótkimi definicjami wyprowadzić z modelu porozumiewania się. One w tym wzrosły i dla nich jest to naturalne jak powietrze. Jednak można rozszerzać asortyment zachować o nowe zachowania. Być może one im się spodobają. 

Myślę, że w klasie jest większość dzieci takich, które tak naprawdę nie bardzo wiedzą jak się mają zachować. Podporządkują się grupie, najsilniejszemu. Jeśli będziemy je uczyli o prawidłowych wzorcach zachowań, to one szybko tworzą coraz większą siłę i grupę w klasie. Taka grupa jest przeciwna przemocy, rozpoznaje negatywne zachowania, jest w stanie powiedzieć „przekraczasz granicę, przyzwoity człowiek tak się nie zachowuje”. Albo też „nie zgadzam się, żeby mnie tak traktowano, ja protestuję”. Chcemy dzieciom dać też język, który będzie pokazywał temu, który się zachowuje niewłaściwie, że tak jego zachowanie jest odbierane. Ale do tego potrzebna jest definicja, żeby i dziecko wiedziało, kiedy ten drugi  przekroczył granice zabawy i wszedł na poziom zachowań niedopuszczalnych. 

I to właśnie nauczyciele mogą przekazać dzieciom za pomocą książek z programu „Bezpieczne dziecko”?

W tych książkach dajemy dzieciom bardzo proste zasady, które dziecko może przyjąć, nauczyciel może z dzieckiem omówić i znaleźć z nim wspólny język, platformę porozumienia na poziomie „jesteśmy przyzwoitymi ludźmi, którzy siebie szanują nawzajem, chcą mieć poczucie wewnętrznej godności i nie pozwolą na to, żeby ktoś im to psuł”. 

Jednak bardzo często mamy do czynienia z klasami, które są zdominowane przez przemoc i negatywne zachowania…

W takiej klasie jakość życia jest fatalna. Właściwie dzieci starają się głównie uniknąć przykrości – wyśmiania, wyszydzania, wyzwania, pobicia. Nie ma atmosfery do nauki. Tymczasem szkoła powinna być dla dziecka czasem szczęśliwym. A w takiej szkole dziecko nie jest szczęśliwe, one głównie unika przykrości.

Zadaniem nauczyciela jest także pokazanie, że osoba stosująca przemoc niszczy  jakość ich życia. Z miejsca, które mogłoby być fajnym, miłym miejscem spotkań, do którego się idzie z radością, szkoła staje się miejscem, do którego nie chce się iść, kluczy bocznymi uliczkami, ma bóle brzucha albo głowy, a nawet wymioty ze strachu, co go dzisiaj w szkole spotka. 

Dzieci to rozumieją, tylko trzeba im pokazać ten mechanizm przemocy, że on jest oparty na milczeniu, na sekrecie, na lęku, zastraszaniu i na tym, że większość się na to zgadza. Jak one to zrozumieją i zobaczą, że większość się tak naprawdę na to nie zgadza, tylko nic nie robi – wtedy zobaczą, że jest ich większość, że mają większą siłę niż ci, którzy wprowadzają przemoc. I role się odwrócą. Osoby przemocowe staną się słabsze. Ale to trzeba nazwać, to trzeba zdefiniować.

Cały czas mówimy o tym, co można zrobić w szkole, jak nauczyciel powinien przekazywać przeciwdziałające przemocy treści. A co z rodziną? Opisane przez panią objawy psychosomatyczne mogą świadczyć, że w szkole jest już bardzo źle. Czy rodzice mogą problemy dzieci zdiagnozować wcześniej?

Pierwsze symptomy są trudne. Dzieci co chwilę zmieniają nastrój – raz jest wesoło, raz jest smutno, z kimś się pokłóci, a za chwilę się z nim bawi. U małych dzieci ta zmiana uczuć jest bardzo szybka. Mamy kłopot z oddzieleniem tego, co dziecko mówi – nawet nieświadomie manipulując nami, na przykład lubi przychodzić i opowiadać mamusi o złych rzeczach, bo mamusia się wtedy lituje, bierze na kolana, całuje, ściska, mówi „zrobię ci kakao z pianką”. Super jest opowiadać o złych rzeczach – po co opowiadać o dobrych, skoro nic z tego nie wynika. Dziecko samo już segreguje informacje które serwuje rodzicom. I potem my nie wiemy, czy to dziecko przesadza, czy jest po prostu jedenastolatkiem, a one generalnie narzekają – taki okres w życiu człowieka. Nie wiemy, czy to wynika z tego, że on teraz tak patrzy na świat, czy chce sobie coś załatwić w rodzinie, czy też naprawdę w tej klasie źle się dzieje. 

I dlatego tak często podważamy to, co dzieci mówią, mamy pewną nieufność, zwłaszcza gdy dzieci są w takim wieku, że dopiero co wyszły ze świata wyobraźni, w którym latały w kosmos, na miotłach, były rycerzami. Ich świat wyobraźni mieszał się ze światem rzeczywistym i nie było wiadomo, z którym z tych światów rozmawiamy – z wyobrażonym, czy też rzeczywistym. Teraz wchodzą w inny świat, ale my mamy takie ograniczone zaufanie do dziecka.

Tymczasem za każdym razem kiedy spostrzegamy, że coś z tą szkołą dzieje się niedobrego powinniśmy bardzo uważnie zrobić wywiad dookoła – co na to inne dzieci, co nauczyciele, poobserwować, jakie dziecko wychodzi ze szkoły, a może pójść pod szkołę i poobserwować,  jak się w czasie dużej przerwy bawi. Czy ono się świetnie bawi, a potem tylko pamięta, że mu Kasia zabrała piłkę i przez tydzień się na ten temat żali. Żebyśmy zdobyli takie obiektywne dane. Bo jeżeli coś się w klasie naprawdę złego dzieje, to trzeba natychmiast w to ingerować. Nie ma powodu, żeby nasze dziecko było niszczone przez inne dzieci tylko dlatego, że tamte dzieci są niszczone u siebie w domu i wobec tego przenoszą to na zewnątrz. Może trzeba zmienić klasę, może trzeba jakoś rozmawiać z nauczycielami. Jest to trudne.

Czy rozmowa z innymi rodzicami w czymś pomoże?

Na 100 proc., no dobrze – 99,5 rodzice będą bronić swojego dziecka. Jest niezwykle rzadką rzeczą, żeby rodzice dziecka, które utrudnia życie wszystkim dookoła, stanęli po stronie grupy i zaczęli oddziaływać na swoje dziecko w kierunku zahamowania tych zachowań. Po pierwsze musieliby zaprzeczyć temu, co sami w domu robią. Jeżeli nasze dziecko wyzywa inne dzieci, to prawdopodobnie w domu też jest wyzywane. Jeżeli wyszydza inne dzieci, to w domu pewnie też słyszy „głupi jesteś, z choinki się urwałeś”. Rodzice mówią straszne rzeczy do swoich dzieci, takie bez szacunku. Oni nie wesprą szkoły w tym, aby zmienić zachowanie tego dziecka.  Można oddziaływać na terenie klasy starając się pokazywać mu, że można bardzo dobrze funkcjonować w klasie jak się jest pozytywnym, ma dodatkowe zajęcia, dobrze się z nich wywiązuje i uczyć go zachowań pełnych szacunku. Tylko że nauczyciel nie ma na to czasu. Ma program i papierki do wypełnienia, a nie zajmowanie się indywidualnym wychowywaniem tych dzieci. 

Sporo ludzi wspomina też o coraz częściej występującej przemocy w przedszkolach…

Myślę, że zaprzepaszczamy ten okres. Tam też jest wprawdzie jeden wychowawca na mnóstwo dzieci, które bez przerwy sobie coś zabierają, wydzierają, na czymś siadają, albo sobie psują – więc trudno oczekiwać, że ten nauczyciel będzie miał czas. Ale z drugiej strony to jest już ten wiek, kiedy można ingerować, tłumaczyć dzieciom. One są chłonne jak gąbka. W okresie 6-7 lat to, co pani powiedziała, jest najważniejsze i rodzice nie mają nic do powiedzenia. Jak pudełko z kredkami było żółte, to nie można kupić niebieskiego – bo to niedobre, pani kazała inne. W tym czasie jeżeli nauczyciel przekazuje dzieciom pewne wartości, tłumaczy, wyjaśnia, to one są nastawione na wchłonięcie tego wszystkiego co mówi. To bardzo ważny okres, jeżeli chcemy rozszerzać umiejętności zachowań dziecka. Ono wchłonie, zachowa te wartości, jeżeli kocha tego nauczyciela to bardzo szybko stanie się jego wartościami. I one zostają, bo one się utrwalają, gdzieś w literaturze, w części filmów, w bajkach – te dobre wartości występują. Więc jeśli  te dziecko raz zrozumiało, ktoś mu to zdefiniował – to ma szansę to utrwalić. 

Czyli po prostu najważniejszy jest ten pozytywny wzorzec umiejętnie przedstawiany od najmłodszych lat?

Świat pokazuje też dobre cechy. Wszyscy się wzruszamy strażakiem, który rzucił się między kry, żeby komuś pomóc, czyli jednak cenimy i szanujemy dobre zachowania u ludzi. Aczkolwiek w międzyczasie usłyszymy 26 informacji, że ktoś kogoś zamordował i w jaki sposób. Ale dziecko ma wybór, ma możliwość usłyszenia też dobrych rzeczy, tylko przede wszystkim musimy mu to zdefiniować i nazwać. Nie zostawiać tego dziecku do wyczucia, bo ono samo nie może nic wyczuć.

źródło:http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/dzieci-wyszydzane-w-domu-beda-wyzywac-inne-dzieci,2909240,art,t,id,tm.html

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.